fbpx

Eryk w Chorwacji

Wrocław (Polska) – Pag (Chorwacja)

Mam jedną laleczkę – Eryka, który podróżuje z nami i naszymi znajomymi.

Ponieważ w tym roku podróże u niego raczej nie będą urozmaicone, opowiem wam o zeszłorocznej podróży do Chorwacji wyspę Pag. Zaplanowaliśmy podróż tak, żeby nie tylko przejeżdżać przez kilka krajów, ale i zwiedzić ich przy okazji. 

Aha, i wzięliśmy dla Eryka koleżankę, moją ulubioną wróżkę Klarę.
Postanowiliśmy, że będziemy jechać drogami bezpłatnymi na terenie Czech i Słowenii, żeby więcej zobaczyć, więc nasza podróż była miejscami przedłużona z powodu szukania dobrych dróg.

My – to ja, mąż, córki i Eryk z Klarą.

Wrocław (Polska) 7.00– Mikulov (Czechy) 16.00. Przecudowne miasto ze swoim klimatem, uwielbiam takie. Przyjechaliśmy tam pod wieczór, i pierwsze co – poszliśmy na Svaty Kopecek – niewielki kopiec na kraju miasta, skąd widać było i miasto, i zamek i całą okolicę.
Później poszliśmy do zamku. Do środka nie trafiliśmy, bo już było zbyt późno, ale dookoła obeszliśmy wszystko. Zamek robi wrażenie! Nocleg do pobliskiego miasteczka.

O 9.00 rano wyjechaliśmy do zamku Lichtenstejnów w Lednice. Ogromny i piękny. Zwiedziliśmy sale ceremonialne, prywatne pokoje książęce, dziecięce pokoje książąt i księżniczek. Uf, to było dość męczące, powiem szczerze. I specjalnie chyba tam nie wrócimy. Zbyt dużo ludzi, zbyt turystycznie, a my nie bardzo to lubimy.

Po szybkim obiedzie pojechaliśmy do Austrii , naszym celem był zamek Riegersburg. Dotarliśmy tam około 17. I jak się okazało, wejście w ten dzień było dwa razy droższe niż zazwyczaj, a ponieważ chcieliśmy tylko wejść i zejść, postanowiliśmy, że może jednak innym razem. I tak obeszliśmy z dołu zamek od strony miasteczka, zjedliśmy świeży chlebek z pobliskiej piekarni, weszliśmy na stary cmentarz i pojechaliśmy dalej, do Słowenii, gdzie był następny nasz nocleg.

O tym noclegu muszę szczegółowo opowiedzieć. Zapadał już zmrok, kiedy okazaliśmy się w wiosce, w której był wykupiony nocleg. Chm, ale gdzie ten nasz domek… O, patrz, jakie domki na samej górze, mam nadzieje, że nasz nie jest tam…. Cóż … nasz domek był na samiusieńkiej górze. Opowiadać wam, jak ja piszczałam, kiedy mąż wjeżdżał na sam szczyt po wąskiej drodze dla 1 samochodu. Byliśmy tam około 21-ej.
I teraz wyobraźcie sobie: noc, stroma droga do góry, a na górze… mały przytulny domek, gdzie czekają właściciele, z uśmiechem i radością, i częstują dzieci lodami, i nalewają dorosłym schłodzonego wina własnej roboty, i domek wewnątrz  – jak z obrazka, a na zewnątrz – księżyc i ciepło i cisza… Trochę żałowałam, że tak późno tu przyjechaliśmy. Szybka kolacja i zwiedzanie domku, mnóstwo ciekawych szczegółów, prawie jak w muzeum, dzieci zachwycone, my również. A na ścianie nad stołem wiszą obrazy i ja zaczynam się śmiać, bo identycznie takie wiszą w domu mojej mamy na Białorusi, mają już ponad 30 lat… No, więc było prawie jak w domu.
I choć byliśmy zmęczeni, rano z dziewczynami obudziłyśmy się po 6-ej i wyskoczyłyśmy zwiedzać okolice. Marzy mi się jeszcze tam przyjechać i koniecznie na dłużej. A przy okazji kupiliśmy u właścicieli miód kasztanowy. Dziwny w smaku, trochę gorzkawy. Ale po pewnym czasie – idealny. Polecam, gdyby ktoś tam do nich trafił.

 

 

Nie mogę nie podać link na ten cudowny domek (to nie jest reklama)

Rano pojechaliśmy zwiedzić pobliskie miasto Ptuj z rzeką Drawą. Pochodziliśmy po zamku. Może troszeczkę zaniedbany, ale ze swoim klimatem, który wszystkim się spodobał. Ludzi było bardzo mało i rozmawialiśmy tam szeptem. I tu nagle szum z dołu. Ja mówię: no to chyba autobus z turystami przyjechał, a mąż wyjrzał na dół: nie, to tylko mała włoska rodzina.
Zeszliśmy z zamku brukowaną drogą, żeby zwiedzić starówkę, a tam… Trafiliśmy na jakieś Święto miasta, i obok nas szli rzymskie legiony, patrycjusze, gladiatorzy i całe mnóstwo innych przebranych osób. Mieliśmy wrażenie, że ze średniowiecznego zamku nagle trafiliśmy do starożytnego Rzymu. Cudowne uczucia. Procesja minęła, a my pochodziliśmy chwila po tym malutkim mieście, przeszliśmy przez Drawę, żeby zrobić zdjęcia całego miasta i postanowiliśmy zjeść pizze. Nie jedzcie pizze w Ptuju w rynku!!! Naprawdę! Nie warto tracić godzinę czasu w oczekiwaniu i potem … nie delektować się kawałkiem niezbyt dobrego ciasta. To był jedyny minus tamtego dnia.

Na nocleg pojechaliśmy do Chorwacji, niedaleko Jezior Plitwickich.
Pobudka o 4.30, ponieważ o 7 musimy być przy wejściu na Jeziora. Polecam bilety kupić wcześniej przez Internet. No i te poranne godziny były idealne, i nawet nasze dziewuszki dały radę wstać i nie pożałowały. Eryk co prawda zdążył zdrzemnąć w samochodzie, póki jechaliśmy.
Wodospady, jeziora, przyroda, minimum ludzi o tej wczesnej porze. Dużo chodzenia i dużo radości! Warto!

 

Zwiedzanie skończyliśmy po 13-ej i czekał na nas najkrótszy kawałek drogi – około 2 godzin i byliśmy na wyspie Pag, w miejscowości Kosljun, i … apartamentami prawie na samym brzegu morza… nie byliśmy już zmęczeni, nie rozpakowywaliśmy rzeczy… nic … tylko szybko nad morze – to jednak coś niewiarygodnego.

Czy można wymarzyć sobie wypoczynek? To był ten wymarzony… Eryk z Klarą zwiedzili razem z nami całą wyspę. Byliśmy na dzikich plażach, w małych miasteczkach, na samym krańcu wyspy obok tysiącletnich oliwek. Zwiedzaliśmy Nin i Zadar na lądzie. Eryk w ostatni dzień nawet się wykąpał. Postawię tutaj tylko zdjęcia i polecam wszystkim zwiedzić tę niezwykłą wyspę. A tu zostawię link na nasze apartamenty.

A na drodze powrotnej zwiedziliśmy jeszcze Graz w Austrii i szczęśliwi, wypoczęci wróciliśmy do Polski.
Życzę wszystkim cudownych, ciepłych i ciekawych wakacji!

0

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *